niedziela, 8 lutego 2015

MAŁE WYJAŚNIENIE

Pewnie niektórzy z was zauważyli, że jakimś dziwnym fartem pojawił się tutaj "Rozdział 20" a teraz już go nie ma. Nie ma go ponieważ osobiście go stamtąd zabrałam, bo był szczerze mówiąc masakryczny.
Jednak nie wiedziałam, że on się tutaj pojawił i myślę że gdyby nie Gmail i powiadomienia o komentarzach wgl bym się nie dowiedziała...
Z mojego krótekiego dochodzenia wychodzi, że zrobiła to Sweetaśna, ponieważ ani ja ani Ciasteczko tego nie zrobiłyśmy (btw macie od niej pozdrowienia). Czekam w tej chwili na odzew od Asi.
Istnieje jednak możliwość, że to nie ona, kiedyś też była podobna sytuacja i podejrzenia że ktoś się włamał na konto którejś z nas i pojawiało się coś czego żadna nie pisała (tylko wtedy w wersjach roboczych) Więc nic do końca nie jest pewne. Jednak tego rozdziału tutaj zostawić nie było można.
Myślę że osoby które mnie znaja wiedzą, że co jak co ale takich błędów ortograficznych to bym nie strawiła i tak samo braku pisania z dużych liter czego pilnuję na drugim blogu (czego nie mogę powiedzieć o przecinkach xD)  I chociaż było podpisane wszytko w liczbie mnogiej brała w tym udział tylko jedna z nas.
I jestem z tego powodu bardzo niezadowolona tak samo jak z faktu, że ktoś pod tamtym napisał, że był "Super" błagam was. Wiem, że się cieszyliście ale on nie był super. Nie był nawet przyzwoity czy dobry, powinna się polać ostra fala krytyki za coś bez ładu, składu i porządnego zaprezentowania.
Także bardzo mi przykro ale musicie tamtego posta wyrzucić z pamięci.

To na tyle...

Pozdrawiam Niewi i przekazuje jeszcze raz pozdrowienia od Ciasteczka.

czwartek, 13 listopada 2014

Ostateczność...

Nadszedł już czas...
Aby stwierdzić że chyba nic z tego nie będzie. Po co macie się niepotrzebnie bulwersowac, że nic tutaj nie ma??
Więc mówię że raczej nie będzie, starałam się otwierałam bloggera dużo razy na zaczętym 20 rozdziale jak juz myślałam że się uda bo zaczęłam go przerabiać to..... No jak widać wyszło z tego jedno wielkie NIC.
Mówicie ze nie mowie nawet słowa wiec teraz mówię. Odpuście sobie tego bloga jest dużo innych, lepszych.
Możliwe że coś się tu pojawi, że to dokończe ale nie mogę dać wam tej pewności i tego obiecać.
Z blogiem moim i In jest inaczej ja teraz mam studia i mamy napisane parę rzeczy myślę że ta dlusza przerwa wynagrodzi potem mniejsze bo piszemy tez przyszłe rozdziały a tego 13 jakoś skończyć nie możemy. A In naprawdę nie ma czasu naprawdę tym razem ona ma maturę a się nie poddała tak jak ja, nie chce was zawieść. Za to ja podziwiam. Ja zawiodłam, muszę to przyznać. Równie dobrze mogłabym wam opisać wszystko co miało być w 1 rozdziale i skończyć. No ale.... Nie chciałam tak.
Także reasumując nie nadaje się na wzór i bloggerke godna naśladowania. Nie mówie blogowi koniec bo nie umiem tego zrobić. Lecz niedługo przyjdzie czas kiedy ogólnie Niewi powie 'Żegnajcie'. I to będzie koniec, nie będzie już nic....

Dzięki wszystkim którzy wierzyli bo ja w siebie nie wierzyłam....

poniedziałek, 21 lipca 2014

Urodziny Ciasteczka

Jesteś starsza o kolejny rok gimbusie <3 wgl się nie odzywasz pawianie więc może zareagujesz na posta...
Czego by Ci tu życzyć...
O wiem!!! Weny żebyśmy coś napisały w końcu i żebyś się do mnie na fejsie odzywała :D
Dużo miłości i wiecej anime do oglądania. Żeby ci  w szkole szło tak jakbyś tego chciała. Nie mam wgl pomysłu co jeszcze napisać ale... prawdziwych przyjaciół, mniej odpałów bo nie będe wyrabiać ze śmiechu no i 17409874147409873401 lat.
Wszystkiego naj naj naj <3
Niewi :*

PS. Nie pytajcie się o rozdział bo nie wiem kiedy będzie, jest szansa że będzie ale jeszcze nie wiem kiedy

piątek, 6 czerwca 2014

Droga Wiki!

Poruszył mną twój komentarz. Masz rację, ale z racji tego że mam problemy może najlepiej będzie zamknąć bloga. Napisałaś ze jest nas trzy. Owszem jest. Ale my każdy rozdział piszemy wspólnie, nie dzielimy się ze teraz kolej tej lub tamtej. To nasza wspólna praca.
Nie mam żadnych pomysłów. Kompletna pustka. Mam problem żeby wrócić do tego co było, nie jest mi łatwo z myślą że was zawodze. A jak się zmusiłam przy 19 rozdziale to niektórym się nie podobało to co wymyślilysmy i napisałyśmy.
Nie wiem musze to wszystko przemyśleć. Spróbować wrócić...
To na razie wszystko...

środa, 21 maja 2014

Czekaliście na ten moment!!!!!

Tak, w końcu wyczekiwany przez was moment nadszedł :P
Dzisiaj moja przygoda z maturą się skończyła, miałam ostatni egzamin - wszytsko zdałam xd
Teraz poukładam sobie parę spraw, dokończę kronike klasowa i zabieram się za pisanie. Musze jednak odetchnąć trochę bo dużo we mnie emocji, ale tak jak pisałyśmy na początku czerwca powinien być :D
A teraz ta NIESPODZIANKA xd
Och nie mogłam się doczekać momentu kiedy to powiem i kiedy zobaczę waszą reakcję
OTÓŻ............
WERBLE PROSZĘ :D
tum
tum
tum
tum
tum
tum
tum
Razem z Inimitable stworzyłyśmy.....

TO - klinkąć xd

Pomysł na to powstał już w styczniu bodajże, i czekałayśmy tyle czasu żeby się z wami tym podzielić xd
z tego co mi wiadomo czegoś TAKIEGO jeszcze nie było. A jak było to nie miałam o tym pojęcia :D
Mam nadzieję że się wam spodoba i że bedziecie nas często odwiedzać :D

Całuski Niewi :*

sobota, 3 maja 2014

Orędzie Niewi do was :)

Zamierzam się z wami podzielić moimi odczuciami, więc się przygotujcie na jęczenie :D
W poniedziałek czyli pojutrze (jejku już tak niedługo ;<) zaczynam najbardziej stresujący okres mojego życia. Najpierw czeka mnie polski (ciekawa jaka lektura, może jakaś normalna - ale i tak żadnej nie przyeczytałam), matma (z niczego nie jestem aż taka pewna że zdam jak z tego) i angielski (matko boję się ale będzie dobrze, ze słuchania dobrze mi nawet idzie a jak się skupię na czytaniu to duża możliwość że zdam), potem rozszerzona matma (taki bonus można powiedzieć, nie zaszkodzi spróbować, a nóż widelec sie uda). Rozszerzona biologia i podstawowa chemia (jakoś dam radę nie po to kupiłam sobie zbiory i je teraz rozwiązuje żeby napisac beznadziejnie). Ustny polski i mój ukochany Pan Wołodyjowski xd tylko babka która mnie egzaminuje jest przerażająca - wygląda jak Snape, serio, wszyscy tak o niej w szkole mówią. No i największa bolączka, ustny angielski, boję się go jak jasna cholera, że się zatne i nic nie powiem, ale musze gadac, bo lepsze ględzenie z błedami niż milczenie. A podobno milzenie jest złotem tsa, chyba nie w tym przypadku.
Reasumując, możecie się za mnie modlić do kogo tam chcecie, naqwet do latającego potwora spaghetti i bogów greckich. Trzymajcie za mnie kciuki i wpierajcie psychicznie :D
Wgl w szkole mam być już 7:45 a zaczynamy pisać o 9!!!
Co ja mam robic przez ten czas tam? Chyba tylko się bardziej denerwować :(

Przypominam że po tym stresie, wracam do was z dziewczynami i w końcu powiem wam co to za niespodzianka o której już wspominałam. :D
Może ktoś ma jakies przypuszczenia odnośnie niej? ;D
Ciesze się jak głupia że bedzie 4 sezon Austina i Ally to oznacza więcej Auslly i więcej naszej kochanej ekipy z A&A xd

Ściskam was mocno
Wasza powoli denerwująca się w diabli
Niewi :D

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

One-shot Ciasteczka - "Serce z marcepanu"

To coś wygrało wszystkie endingi *O*

* * * * * * * * * * * * * * *

Ohayoo!! :D
No więc pomysł ten nie spotkał się z jakimś wielkim poparciem, ale postanowiłam, że opublikuję tu one-shota napisanego już... o boziu, szmat czasu temu, ponieważ jest tu tak pusto, a do powrotu jeszcze się niestety nie zbieramy ;c no i nie powiem, naszły mnie też lekkie wyrzuty sumienia, że tak wrednie potraktowałam was 1 kwietnia XD (wybaczcie, musiałam ;c) ale jakoś tak brakło czasu żeby wcześniej wam tą jednopartówkę pokazać, do tego świąteczne porządki... >.> Historia co prawda pojawiła się już na drugim blogu, ale ponieważ od dawna chyba nikt tam już nie zagląda, a ja sama zaczynam go powoli porzucać i przerzucać się tu... to publikuję ją po raz kolejny w innym miejscu :)
Pomysł na opowiadanie zrodził się podczas mojej ekscytacji Toradorą!. :3 Och, niewiele było anime, które tak przeżyłam T^T Myślałam, że na końcu się zesram tęczą xd Ale jak to zwykle bywa, w pierwszą noc po obejrzeniu w mojej głowie pojawiła się myśl co by było, gdyby to skończyło się inaczej? Musicie jednak wiedzieć, że po północy mój mózg miewa dość... delikatnie mówiąc dziwne wizje... Raz napisał prawie całą drugą serię Danganronpa the Animation oraz kontynuację Fullmetal Alchemist .__. Tym razem jednak udało mu się wymyślić coś fajnego, co potem rozbudowywałam i w końcu, powolutku, wyłaniała się z tego cała, bardzo dołująca historia. Następnego dnia usiadłam do kompa i pisałam to przez dobrych pare godzin ;D Mimo, że zajęło to tylko 3 strony w wordzie oraz jeden akapit to najczęściej 3-4 zdania, (miejscami jedno, a część to cytat który tak idealnie wpasował mi się w fabułę, że musiałam go gdzieś wcisnąć) to strasznie długo to pisałam >.> nie przez brak weny, jej akurat miałam pod dostatkiem, ale ogromnie trudno było to napisać, więc wybaczcie mi początkowy fragment, który mimo 3 podejść, dalej wydaje mi się taki... niedopracowany .__.
Osoby które oglądały Toradorę! (to się odmienia? o.O) na pewno szybko załapią, kto jest kim. A te które nie oglądały, powinny, bo to świetny romans a przede wszystkim genialna komedia, przy której zaplułam laptopa, bo piłam i zaczęłam się śmiać jak głupia do sera. xd
Cóż więcej mogę powiedzieć? Mam nadzieję, że się wam spodoba. Weźcie jednak pod uwagę, że to moje pierwsze tego typu "dzieło" więc idealne nie będzie :/ będę wdzięczna za jakieś porady i wskazówki, jak pisać lepiej ;) Chociaż przyznam, że doprowadziłam tym pewną osobę do płaczu XD
Teraz, już bez zbędnych wstępów, zapraszam do lektury! ;D

muzyka, nie czytać bez niej w tle! ;o 1. 2. 3.
"Serce z marcepanu"
Był sobie raz pewien chłopak. Chodził jeszcze do liceum, gdy los postanowił zrobić mu na złość i do domu obok niego wprowadziła się dziewczyna z dość porywczym charakterkiem. Wylądowała w jego klasie, zaczęli więc spędzać ze sobą sporo czasu. Wracali razem ze szkoły, na przerwach czy przy obiedzie trzymali się razem, pomagali przy pracy domowej/ Z punktu widzenia postronnego obserwatora mogli wyglądać jak para. Ci znający ich bliżej szybko przekonali się, że nie takie relacje ich łączą i uważali po prostu za dobrych przyjaciół. Tak naprawdę sytuacja była bardziej zaplątana. Tych dwoje łączyła pewna umowa. Oboje zakochani byli w kimś innym.
-Zawrzyjmy układ - padło kiedyś z jej ust. - ja pomogę tobie, a ty mi i oboje zdobędziemy tych, na których nam zależy.
Brzmi jak początek kiepskiego romansu, prawda? Możliwe i autorka doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Rzecz w tym, że w prawdziwym, drętwym romansie on i ona zakochaliby się w sobie i porzucili miłość o którą walczyli, gdy pod nosem mieli "tego jedynego".
I w pewnym sensie tak się stało... Chociaż nie całkiem.
Pewnego wiosennego dnia, między dziewczyną a jej domnienaną miłością zaiskrzyło. No, nawet nie zaiskrzyło. Chłopak jej marzeń już pochylał się, by ją pocałować, gdy ona nagle zorientowała się… że to nie tak… nic już do niego nie czuje, a prawdopodobnie nie czuła nigdy… dopiero teraz zorientowała się, że przecież od dawna kocha kogoś innego… tak, JEGO…
Uciekła, nie dała rady spojrzeć mu w oczy. Pobiegła do domu.
Chwilę później usłyszała pukanie do drzwi. Niepewnie uchyliła je i napotkała zaniepokojony wzrok swojego przyjaciela.
- Co się stało?! – zapytał zaniepokojony. Martwił się o nią. Widział jak biegła…
- Nic… Stchórzyłam… - skłamała. Nie była w stanie powiedzieć mu dlaczego uciekła, nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, nie była wstanie zrobić czegokolwiek. Gdy go zobaczyła była już pewna kogo tak naprawdę kocha. – a jak tobie poszło?
- Podobnie… - westchnął i podrapał się po głowie. Przez chwilę w jej głowie pojawiła się myśl, która równie szybko znikła, ale wywołała nieprzyjemne uczucie kłucia w sercu.
A może on też cię kocha?
-Nie, to niemożliwe… On woli ją.
~*~
Mimo wszystko żyła normalnie. Starała się nie opuścić w nauce, spędzać czas z przyjaciółmi, również z NIM. Wszystko było tak jak dawniej, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale jej uczucie z dnia na dzień rosło. Pewnego dnia urosło już na tyle, że nie była w stanie trzymać tego w tajemnicy. Po wielu godzinach rozmyślań, postanowiła po szkole powiedzieć mu o tym. Niestety, jej plan nie wypalił. Wychodząc zza rogu zobaczyła swojego przyjaciela, z nią. Z tą, do której wzdychał tak długo, którą – teraz była tego pewna – kochał całym sercem. 
POCAŁOWAŁ JĄ
Tyle wystarczyło, by poczuła, jak jej serce rozpada się na wiele małych kawałeczków. Bolało... Bolało jak diabli. Czuła się, jakby jej serce było ze szkła, a teraz, gdy pękło, te fragmenty kuły ją od środka.
~*~
„twoje serce nie jest ze szkła!  W rzeczywistości serca są zrobione z całkiem innego materiału. Chodzi o materiał znacznie bardziej plastyczny i nietłukący, który zawsze odzyskuje swój pierwotny kształt. To marcepan!”
[~Kerstin Gier, „Zieleń Szmaragdu”]
- Yhym, jasne… - mruknęła i odłożyła książkę.
~*~
Biegła przed siebie, nie patrząc pod nogi. Przechodnie ustępowali jej z drogi przerażeni perspektywą zderzenia się z jej rozpędzonym ciałem. Nogi same poniosły ją przed dom. Gdy zorientowała się gdzie jest, jej usta wygięły się w delikatny, smutny uśmiech. To się nazywa iść za głosem serca. Przyprowadziło ją do miejsca, gdzie są ludzie, którzy na pewno ją kochają.
Nagle zauważyła na chodniku obok swojej stopy mokrą kropkę, za nią spadło na ziemię kilka kolejnych.
- Deszcz? – zdziwiła się. Niebo nie było dziś zachmurzone, nie zanosiło się na deszcz. – Nie.. to łzy…
Otarła szybko oczy, po czym otworzyła drzwi udając, że nic się nie stało. Zdjęła buty i rzucając przez ramię szybkie „cześć” w stronę mamy pobiegła na górę, do swojej sypialni. Tam rzuciła się na łóżko i rozpłakała na dobre. Płakała kilka godzin. Gdy mama wołała ją na kolację odpowiedziała, że nie jest głodna. Zresztą nie dałaby rady teraz niczego przełknąć. Kolejnym powodem było to, że nie chciała pokazać jak cierpi. Nie chce martwić rodziny. Już i tak mają dość problemów.
~*~
Koło 21 po raz pierwszy rozbrzmiała jej komórka. To był on.
Ten, który woli inną…
Nie odebrała. Tak samo za drugim razem. Nie odpisała na sms-y. Udawała, że nie istnieje. Bo tak w gruncie rzeczy się czuła.
~*~
Następnego dnia nie poszła do szkoły. Mama uznała, że jest chora. Pozwoliła jej zostać w łóżku.
Gdy tylko drzwi zamknęły się z trzaskiem za ostatnim z domowników, znów popłynęły łzy. Płynęły długo, aż w końcu poczuła, że się skończyły. 
Tego dnia nie wstała jednak z łóżka. Nie odebrała żadnego z telefonów. Nie odpisała na żadną wiadomość.
Podniosła się dopiero gdy się ściemniło. Podeszła do okna, wdrapała na parapet i zsunęła po drugiej stronie na daszek. Stamtąd zeskoczyła lekko na ziemię. Powinna wziąć ze sobą jakiś płaszcz, była wiosna, wciąż było chłodno. W takiej cieniutkiej piżamce nie powinna ruszać się z domu. Nie przejęła się tym jednak, teraz nic się już dla niej nie liczyło. Co to za różnica, czy umrze chora czy zdrowa?
Skierowała się powolnym krokiem w stronę rynku, a stamtąd do mostu. W delikatnym świetle latarni ulicznych spojrzała w dół na jak zawsze podczas wiosny niespokojny nurt rzeki. Odpychając od siebie natrętne myśli wspięła się na poręcz i odetchnęła głęboko.
Czy na pewno chcesz to zrobić?
Odezwał się cichutki głos w jej głowie.
Tak… Jestem pewna. Myślałam nad tym cały dzień, rozważałam wszystkie za i przeciw… chcę to zakończyć… - przekonywała samą siebie. Wysunęła prawą, bosą stopę do przodu, gotowa do skoku. W ostatniej chwili zawahała się i zastygła w bezruchu na kilka sekund. Ciszę przerywał jedynie szum rzeki pod jej nogami, który zdawał się krzyczeć, by wróciła do domu.
Nie, to niczego nie rozwiąże…nikomu to nie pomoże...
Zeszła z poręczy i po chwili wahania wyciągnęła z kieszeni komórkę.
38 nieodebranych połączeń
17 nieprzeczytanych wiadomości.
Wszystkie od niego
Zaczęła odczytywać. Zorientowała się, jak bardzo martwił się o nią. I że mimo całej tej powalonej sytuacji, na pewno dalej go kocha. I dalej jest jej przyjacielem. I właśnie to słowo „przyjaciel” jej się nie podobało.
Nie dała rady do niego zadzwonić, nie wiedziała, czy dałaby radę powstrzymać łzy słysząc jego głos. jedynie wystukała odpowiedź.
Wszystko ok, musiałam załatwić pewną sprawę. 
Po tym skierowała się powolnym krokiem w stronę domu. Nie spieszyła się. Wiedziała, że później będzie tego żałować, ale teraz szła powoli przez park pełen pierwszych, wiosennych kwiatów. Podziwiała każdy z osobna i zastanawiała się, jak doszło do tego, ze chciała zrezygnować z tego wszystkiego. Z całego piękna, które ją otaczało. Z tych wszystkich ludzi, którzy ją otaczali. Gdy dotarła wreszcie do domu, z przerażeniem odkryła, że w jej pokoju pali się światło. Mama musiała więc odkryć liścik, który w pośpiechu nabazgrała. Na pewno strasznie się martwi. Dziewczyna poczuła wyrzuty sumienia. Szybko skierowała się w stronę drzwi. dopiero teraz zorientowała się, że jest jej strasznie zimno. Zadzwoniła dzwonkiem, otworzyła jej zmartwiona mama. Gdy tylko ją ujrzała, zapłakaną w cienkiej piżamce i zniszczonych trampkach sama nie mogła powstrzymać łez, łez szczęścia. Chwyciła córkę w objęcia, a ona wtuliła się w nią jak małe dziecko. Chwilę później dołączyli do niej tata i siostra. Stali tak w czwórkę, tuląc się i płacząc w otwartych drzwiach wejściowych. W przerwach między szlochami rodzice przepraszali ją za wszystko i przekonywali o tym, jak bardzo ją kochają i że zrobią dla niej wszystko. Ona starała się im wytłumaczyć, że to nie ich wina, że już wszystko dobrze i na pewno sobie poradzi.
~*~
Następnego dnia znów nie pojawiła się w szkole, tym razem była naprawdę chora. Po „wieczornym spacerku” poprzedniego dnia nabawiła się zapalenia płuc, teraz przebywała w szpitalu. Po szkole szybko jednak rozniosła się wiadomość, że dziewczyna już do nich nie wróci. Gdy tylko wyzdrowieje wyprowadza się, ale nikt nie potrafił powiedzieć gdzie. Podobno jej ojciec znalazł lepszą pracę. Tak na prawdę to ona podjęła decyzję. Rodzina nie protestowała, wiedziała, że córka przechodzi ciężkie chwile i starała się zrobić wszystko by jej pomóc.
Lata mijały, a ona cały czas próbowała o nim zapomnieć. W głowie wciąż miała słowa o sercach z marcepanu, jednak z dnia na dzień coraz bardziej traciła w nie wiarę.
Nie chcąc martwić rodziny udawała szczęśliwą, stwarzała pozory, że ułożyła swoje życie. Znalazła przyjaciół, skończyła szkołę, potem studia. znalazła dobrą pracę i wyszła za mąż za człowieka, którego nie kochała. Jednak nie nienawidziła go, a gdyby nie wydarzenia z przeszłości, pewnie mogłaby go pokochać. To chyba dobrze, prawda? Jednak cały czas nie mogła zapomnieć o NIM. Wyrył się boleśnie w jej sercu, nie pozwalając starym ranom się zabliźnić.
Wiele lat później dowiedziała się, że ten przez którego wypłakała tyle łez, który nieświadomie rozbił jej serce, od dawna nie jest już z tą, przez którą tyle wycierpiała. Związał się z inną kobietą.
Czyli przepuściłam taką okazję…Ale już za późno… Nic nie zmienię…
Uśmiechnęła się do siebie smutno, a po jej policzkach popłynęło kilka łez. Cóż, tak to już w życiu bywa, nie zawsze dostaje się to czego się w danej chwili pragnie. Jednak gdy przestanie się walczyć, życie podstawi ci to pod nos a ty nawet nie zauważysz. Tak jest zwłaszcza z miłością…
~*~
Po 20 latach, na strychu wciąż tkwił stary album z czasów liceum zawierający wszystkie ich wspólne zdjęcia. Nie otworzyła go, odkąd wylewając hektolitry łez skleiła go i schowała. Nawet jej mąż nie wiedział co się tam znajduje. Jednak mimo ogromnej ciekawości nie naciskał żony. Wiedział, że jest dla niej ogromnie cenny więc nie pytał. Tłumaczył sobie, że jeśli będzie chciała to sama powie.
Nie powiedziała… jednak postanowiła wreszcie do niego zajrzeć. Pewnego dnia, 20 lat po wydarzeniach, które prawie popchnęły ją do samobójstwa, gdy męża nie było w domu zniosła zniszczony, zakurzony album ze strychu.
Usiadła wygodnie w fotelu i rozłożyła go na kolanach. Trwała tak kilka minut w bezruchu, kilkukrotnie tylko podnosząc rękę, by podnieść okładkę. Bała się. Bała się tego, co tam zobaczy. Bała się, że to jeszcze wszystko pogorszy. Tak cholernie się bała, ale otworzyła go drżącymi rękami. Gdy tylko z pierwszej strony spojrzała na nią jego roześmiana twarz, poleciały pierwsze łzy pozostawiając nowe ślady na już zniszczonych przez wodę i czas kartkach. Kolejne zdjęcia wywołały kolejne strumienie łez. Z trudem przewracała kartki, każdej pozostawiając kolejne słone ślady. Tak doszła aż do okładki i podpisu
W nadziei, że kiedyś uda się zapomnieć…
Oraz data… Przeraziła się, widząc, że minęło już tyle czasu.
- Czyli jestem aż taka stara? – spytała na głos samą siebie, uśmiechając się do albumu i ścierając wciąż spływające po policzkach słone krople. Po chwili namysłu chwyciła długopis i naskrobała te kilka zdań.

Serca jednak nie są z marcepanu, tylko ze szkła. Kiedy raz pękną, nie da się już przywrócić im dawnej postaci. Można próbować, ale nigdy nie zapomni się, że się kocha

Data, podpis


Album wrócił na strych. Tam pozostał zapewne do dziś, strzegąc jej tajemnicy, której nie ujawniła przez całe życie i której miejmy nadzieję, nikt nigdy nie odkryje.




THE END